Siema. Muszę się wypisać, bo denerwuje mnie jedna rzecz.
Kiedy zaczęłam chodzić z moim chłopakiem, misterem S., wszystko było suuuper i kolorowo. Z czasem przyszła brutalna prawda, tzw zimny prysznic. I co się okazało? Że mister S. to ciężki przypadek... Ja rozumiem, że czasem nie jest idealnie i wina raz leży po mojej stronie, a raz po jego. Ale on się obraża... centralnie jak dziewczyna i centralnie o wszystko... No bo sory, kto obraża się o to, że nie pójdę z nim na wagary? Albo że przywitałam się z nim o kilka minut za późno? Przeważnie jak już się obrazi, to albo ma ciche dni albo dogryza mi na wszystkie możliwe sposoby. Już nie daję rady, bo rozmawiałam z nim o tym i wydawało mi się, że zrozumiał. Raz nawet obiecał mi, że się zmieni... dla mnie... Ale sory, nie widzę żadnej zmiany... Jest mi ciężko, bo czasem jest dla mnie niemiły i po prostu mnie rani. Już nie wiem co mam robić ani co mu powiedzieć.
Teraz też jest obrażony... O co? O laske z kalendarza w jego pokoju. Wiadomo jak wyglądają takie laski. Ta ma blond włosy i wywalone wielkie cyce... I jest z 2009 roku... W zasadzie mogłabym to źle odebrać, bo ja mam ciemne włosy i jestem troche mniej wyposażona... Dziś czepił się, że oglądam kolesiów w gazecie. Więc poprosiłam go, aby ściągną tą laskę. Stwierdził, że się czepiam i zamilkł na godzinę. Potem stwierdził, że nie chce mieć gołej ściany więc jeśli tą zdejmie, to zawiesi nową. Aha i że ja w takim razie też powinnam zawiesić sobie podobiznę jakiegoś osiłka. A potem znów zamilkł... Nie odpowiada na smsy, a jak odpowiada to monosylabami...
Może przesadzam? Sama już nie wiem...
EDIT: Wkurwiającą rzeczą w nim jest to, że "jest dorosły i może wszystko". Wie jaki jest mój stosunek do palenia, a mimo to właśnie dostałam od niego smsa, że wypali sobie fajeczke albo dwie. Przez to się posprzeczaliśmy. No krew zalewa... Jasna cholera...
A myślałam, że związek nie będzie aż tak trudny, a on nie będzie się zachowywał jak dzieciak... Chyba się przeliczyłam...